Kwiaty na bagnach. Mistrz zen Dahui
Książka przedstawia tłumaczenia listów i wykładów na temat zen wielkiego
nauczyciela Dahui Zonggao (1089-1163).
Jego spostrzeżenia zebrane w tym tomie kierowane są głównie do osób stanu
świeckiego, stąd nacisk położony jest na sposoby, w jakie ludzie pogrążeni w
sprawach tego świata mogą uczyć się zen i osiągnąć wyzwolenie obiecywane przez
Buddę. Chociaż od czasów Dahui minęło już ponad osiemset lat, istota jego przekazu
nie jest przypisana żadnym szczególnym czasom, miejscom czy też środkom wyrazu.
Dahui urodził się w 1088 r. w Xuanzheng, trochę na południe od
rzeki Jangcy w prowincji Anhui, w rodzinie Xi. W szkole szybko okazało się, iż
zdecydowanie bardziej woli studia nad buddyzmem niż przedmiotami świeckimi. W swojej
okolicy uznawany był za absolutnie wyjątkowe dziecko. W wieku 16 lat opuścił dom, aby
rok później „zrzucić włosy”, goląc głowę jako mnich.
Z radością oddał się praktykom szkoły zen, zaczytując się również w zapiskach
mistrzów wszystkich pięciu szkół (tzw. „domów zen”, pochodzących od wielkich
klasycznych mistrzów: Guiyang, Linji, Caodong, Yunmen i Fayan). Szczególnie podobały
mu się zapiski Yunmena i jego mistrza Muzhou (patrz Brama chmur. Nauczanie mistrza zen
Yun-men, „miska ryżu” 2006). Miał jednak wątpliwości co do istnienia pięciu
domów: skoro pierwotnie istniał tylko jeden Bodhidharma, skąd nagle pojawiło się tyle
różnych szkół? Z natury był osobą niezmiernie utalentowaną i nie poddającą się
konwenansom.
W wieku 19 lat Dahui rozpoczął swe wędrówki, podążając za tradycyjną praktyką
zen odwiedzania różnych wspólnot i pobierania wskazówek od rezydujących tam
nauczycieli. Nawet w tak młodym wieku Dahui był uznawany za wcielenie jednego z dawnych
mistrzów. U jednego z nauczycieli poszukiwał wskazówek na temat stu strof
wychwalających klasycznych mistrzów autorstwa Xuedou. Jego wiersze komentują sto
znanych publicznych przypadków (koanów) zen, które później stały się sednem
Zapisków b3ekitnej ska3y nauczyciela Dahui, Yuanwu. Nauczyciel ów nie zaproponował mu
choćby słowa wyjaśnienia, lecz sprawiał, że Dahui wyrażał swe własne rozumienie:
Dahui zrozumiał subtelne znaczenie każdego z przypadków. Stary mistrz wykrzyknął:
„Ty musisz być kimś, kto przybywa tu ponownie!”…
Fragmenty:
„Nie chwytaj cudzego łuku, nie ujeżdżaj cudzego konia, nie
wtrącaj się do cudzych spraw.” Chociaż to pospolite powiedzenie, i ono może być
pokarmem zachęcającym do wkroczenia na Drogę. Po prostu nieustannie badaj samego
siebie: od rana do nocy, co czynisz, aby pomagać innym i sobie? Jeśli zauważysz choćby
najmniejszy ślad stronniczości albo niewrażliwości, musisz sam siebie strofować. Nie
zaniedbuj tego!
Kiedyś dawno temu mistrz zen Daolin mieszkał na wysokiej
sośnie na górze Xinwang; w owych czasach ludzie nazywali go „Mnichem Ptasie
Gniazdo”. Kiedy minister Bo Zhuyi był dowódcą Qiantang, odbył specjalną podróż w
góry, aby się z nim spotkać. Bo powiedział: „Mistrzu, tam gdzie siedzisz, to dość
niebezpieczne miejsce”. Mistrz powiedział: „Ja być może jestem w wielkim
niebezpieczeństwie, jednak ty jesteś w jeszcze większym”. Bo powiedział: „Ja
jestem dowódcą w Qiantang; cóż może mi się stać?”. Mistrz powiedział: „Paliwo
i ogień są połączone, świadomość i tożsamość odchodzą: jak mógłbyś nie być
w niebezpieczeństwie?”.
Bo zapytał również: „Jakie jest ogólne znaczenie
buddyjskiego nauczania?”. Mistrz powiedział: „Nie popełniaj żadnych złych czynów,
praktykuj wiele cnót”. Bo stwierdził: „Nawet trzyletnie dziecko mogłoby tak
odpowiedzieć”. Mistrz odparł: „Chociaż trzyletnie dziecko mogłoby tak
odpowiedzieć, osiemdziesięcioletni starzec nie potrafi się do tego zastosować”.
Wtedy Bo pokłonił się i odszedł.
Uczeń powinien czytać dużo różnych książek po to, aby
zwiększyć swą wrodzoną wiedzę. Ty jednak zabrałeś się za zapamiętywanie słów
dawnych mistrzów, gromadząc je w swej piersi, czyniąc z tego swe zadanie, polegając na
nich jako na czymś, na co można powołać się w dyskusji. Jesteś daleki od zrozumienia
intencji wykładania nauk przez dawnych mistrzów. Oto co nazywamy liczeniem przez cały
dzień cudzego majątku, podczas gdy samemu nie posiada się nawet grosza. Podobnie jest z
buddyjskimi pismami: musisz dostrzec księżyc i zapomnieć o wskazującym na niego palcu.
Nie stwarzaj rozumienia opartego o słowa. Dawny mistrz powiedział: „Buddowie
wygłaszali swe nauki w celu wyzwolenia wszystkich umysłów; ja nie posiadam żadnego
umysłu, jaki więc mógłbym mieć pożytek z tych nauk?”. Jeśli uczniowie będą
potrafili czytać pisma z tego rodzaju nastawieniem, wtedy ci o silnym postanowieniu
osiągną niejakie zrozumienie intencji dawnych mistrzów.
Kiedy osiągniesz już spokojny bezruch ciała i umysłu, musisz
kontynuować szczery wysiłek. Nie zadowalaj się od razu spokojnym bezruchem – w
naukach nazywa się to „głęboką otchłanią wyzwolenia”, której należy się
bardzo strzec. Musisz móc swobodnie poruszać się we wszystkich kierunkach, niczym tykwa
unosząca się na wodzie, być niezależnym i wolnym, niepodlegającym ograniczeniom,
wkraczającym bez przeszkód ani zatapiania się w czystość i nieczystość. Dopiero
wtedy poznasz do pewnego stopnia szkołę mnichów w szatach z łat. Jeśli udaje ci się
jedynie niańczyć w ramionach dziecko, które wcale nie płacze, to jaki jest z tego
pożytek?
130 stron, książka ręcznie wiązana, kremowy papier offsetowy
Księgarnia nie działa. Nie odpowiadamy na pytania i nie realizujemy zamówien. Do odwolania !.